PRAWO BOŻE NA STRAŻY ŁADU SPOŁECZNEGO

(6 Niedziela Zwykła)

Ks. prof. dr hab. Waldemar Rakocy CM
/Homilia wygłoszona w Kościele Św. Krzyża w Warszawie/

            W usłyszanym fragmencie Ewangelii Pan Jezus przytacza zapisy Prawa Starego Testamentu i uznając ich niewystarczalność, wydoskonala je. Schemat pouczeń jest następujący: „Słyszeliście, że powiedziano […], a Ja wam powiadam…”. W odczytanym urywku Jezus odnosi się do zabójstwa, cudzołóstwa i do składania fałszywych przysiąg.

            Dlaczego nie wystarczają zapisy Dekalogu? Otóż ktoś może nie zabić bliźniego, ale może go nękać, dręczyć, nienawidzić, albo jak mówi Jezus, nazywać go głupim, bezbożnikiem czy gniewać się na niego. Pan Jezus wymaga od nas znacznie więcej niż nakazuje przykazanie „Nie zabijaj!”.

            Sprawa wygląda podobnie z przypadkiem cudzołóstwa czy składania fałszywych przysiąg. Kto patrzy pożądliwie na kobietę – mówi Jezus – już dopuścił się z nią w sercu cudzołóstwa. Kto flirtuje, składa niemoralne propozycje, łamie przykazanie „Nie cudzołóż!”. Wszystko to jest niewłaściwe, ponieważ narusza dobra współmałżonka. Nie należy też przysięgać fałszywie, co Jezus wydoskonala, zalecając, aby w ogóle na nic nie przysięgać.

Pan Jezus stawia nam większe wymagania niż ST, abyśmy byli lepsi moralnie i tym samym trwali mocniej przy Bogu. Rozluźnianie bowiem zasad moralnych kończy się odejściem od Boga, a w życiu społecznym różnymi zaburzeniami, zwyrodnieniami.

            Powołam się na przykład, który to obrazuje. Po mojej homilii z 13 listopada ub. r., w której poruszyłem sprawę programowego dyskryminowania chrześcijan w UE, otrzymałem maile od rodaków żyjących w krajach Europy Zachodniej mówiące o upadku tamtejszych demokracji. W jednym z nich wykształcone i dobrze sytuowane małżeństwo, mieszkające w Niemczech, napisało mi o szykanach, jakie spadły na ich dzieci w szkole oraz na nich samych z powodu przyznawania się do wiary. Dyrektorka szkoły zabroniła im wstępu na teren placówki. W szkole zaczęto pomijać w nagradzaniu ich dzieci, przesadzać je na gorsze miejsca czy sadzać z gorszymi uczniami. Względem zaś nich samych uruchomiono machinę oszczerstw, pomówień o zaniedbywanie dzieci, o wywieranie na nich agresji przez przekazywanie wiary chrześcijańskiej. Pomawiano ich nawet o „katolicki terroryzm”.

            Jak mi napisali, w Niemczech dopracowano to do perfekcji, aby podważyć autorytet rodziców i w następstwie tego odebrać im dzieci, które kończą w osławionym Jugendamcie, w czymś na wzór Domu Dziecka (regulamin Jugendamtu to skóra zdarta z regulaminu Hitlerjugend). Któregoś dnia wychodzą do szkoły i nie wracają więcej do domu. Siłą zabiera się je ze szkoły – bez wiedzy rodziców. Przy odbieraniu dzieci nie ma żadnej procedury sprawdzającej. Nie ma praktycznie żadnych możliwości odzyskania dziecka. Jugendamt jest państwem w państwie, ale nie mówi się o tym w Niemczech, ponieważ jest to niepoprawne politycznie. Obawiając się, że dzieci mogą zostać im odebrane lada moment, spakowali się i po kilkunastu latach spędzonych w Niemczech wrócili w ub. r. do ojczyzny, gdzie zaczynają życie od początku. Uciekli z Niemiec, gdzie byli prześladowani na tle religijnym, do Polski, gdzie nie czują żadnego zagrożenia.

            Z przesłanych mi maili rysuje się obraz rozkładu i dekadencji demokracji krajów Europy Zachodniej. Nie dziwi to. Szerząca się tam ideologia liberalna głosi relatywizm moralny, czyli względność norm obyczajowych. Dlatego walczy ona z chrześcijaństwem głoszącym system wartości oraz zasad moralnych. Światopoglądowy liberalizm świadomie wprowadza zamęt w kwestii wartości. A czyni to, przypisując cechy dobra złu (zło nie wydaje się tak rażące), a zła dobru (dobro staje się mniej atrakcyjne). Rozmywa różnicę między nimi, a następnie mówi, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy coś jest dobre czy złe. To zaś pozwala mu usprawiedliwiać perwersyjne myślenie i działania. Przykład tego mamy w potraktowaniu wspomnianego małżeństwa. Nazwano agresją przekazywanie przez nich wiary dzieciom, a za dobre uznano dążenie do odebrania im dzieci i zniszczenie rodziny. Owo myślenie jest możliwe wtedy, kiedy została zatarta granica między tym, co dobre i złe.

            Takie zdarzenia stają się coraz częstsze dzięki szerzącemu się relatywizmowi moralnemu. Odrzucając przykazania Boże, człowiek porusza się jak we mgle. Nie wie, co dobre, a co złe. Nie ma bowiem punktu odniesienia, wedle którego może to ustalić. Sam ustala zasady, ale tu zgaduje, wybiera na chybił trafił. Ten stan obrazuje wypowiedź lidera KOD-u z ub. m. Tłumacząc się podczas pobytu na Opolszczyźnie z nieprawidłowości finansowych, stwierdził on, że są przecież takie obszary życia publicznego, w których kradzież jest akceptowana, dopuszczalna. Oto owoc i ofiara relatywizmu moralnego wprowadzanego przez libertyński liberalizm. Na większą skalę ujawniło się to w Rumunii, gdzie miało wejść w życie rozporządzenie o niekaraniu polityków, którzy dopuścili się korupcji do wysokości 200 tys. lei (w przeliczeniu na złoty to ok. 190 tys.). W praktyce miała to być legalizacja kradzieży. O tym, że kradzież jest złem, wiedziała cała starożytność i późniejsze wieki, karząc ją surowo, a dzisiaj ideologia liberalna zaszczepiła analfabetyzm moralny. Oto jak odrzucenie przykazań Bożych odbiera zdrową ocenę sytuacji, ogłupia.

            Inny przykład: we Francji zabroniono pokazywania w TV reklamy matek z uśmiechniętymi dziećmi z zespołem downa, ponieważ budzi ona wyrzuty sumienia u kobiet, które usunęły ciążę z tego powodu. Chroni się interes kobiet, które usunęły ciążę, a karze się heroizm matek, które urodziły dziecko. Tak kończy się odrzucenie Boga. Człowiek traci rozum.  Nie podejmuje rozsądnych decyzji, ponieważ nie odróżnia dobra od zła. W konsekwencji rodzi to socjopatów, którzy stanowią poważne zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa. Władza, media, pieniądze stają się w ich rękach poważnym zagrożeniem.

            Na szczęście Polska demokracja ma się znacznie lepiej niż w krajach Europy Zachodniej. Dlatego wspomniane małżeństwo uciekło z Niemiec, gdzie nie czuło się bezpieczne, i wróciło do Polski, w której zaznało wolności. Nie czuje tu zagrożenia ze strony instytucji państwowych z powodu wyznawanych poglądów. Lecz nic nie jest trwałe, dlatego należy bronić w ojczyźnie zdrowego myślenia i zdrowych zasad.

            Relatywizm w sferze moralności prowadzi do tego, że człowiek ma w głowie zamęt: przez wolność rozumie bezkarność, przez tolerancję – niemoralność. Traci poczucie winy, wstydu, honoru, a nawet przywiązanie do ojczyzny. Podczas jednego z ubiegłorocznych marszów protestacyjnych niesiono transparent, na którym dewizę Wojska Polskiego „Bóg, Honor i Ojczyzna” zmieniono na: ‘Bób, homar i włoszczyzna’. Rozumiem, że ktoś nie wierzy w Boga; akceptuję też to, iż nie ceni sobie honoru, ale żeby szydzić z własnej Ojczyzny?! Coś takiego może zrobić osoba, której światopoglądowy liberalizm tak zamieszał w głowie, iż nie wie ona, co ma jaką wartość. Człowiek z kręgosłupem moralnym nawet nie będzie sobie tak żartował, a co dopiero obnosił się z tym publicznie. Ma bowiem przed oczami miliony rodaków, którzy dla Ojczyzny pracowali, za nią walczyli i umierali. Nieodróżnianie dobra od zła, tego, co wypada od tego, co nie przystoi, pozbawia kręgosłupa moralnego i czyni z człowieka bezkształtną galaretę. W jakimś omamieniu mentalnym szczyci się on tym, czego powinien się absolutnie wstydzić.

            Podane przykłady pokazują, jak wybiórcza jest poprawność polityczna środowisk liberalnych i jak małą wartość w ramach owej poprawności przedstawia Ojczyzna. Pomniejsza się jej wartość, aby zaszczepić w społeczeństwie przekonanie, iż ważniejsze jest myślenie kategoriami Unii Europejskiej niż własnej Ojczyzny. Wraz z ‘ojczyzną’ usiłuje się pomniejszyć takie wartości jak: patriotyzm, honor, tradycja, przodkowie, moralność, wiara. Wszystko to osiąga się w wyniku zaszczepiania w społeczeństwie relatywizmu moralnego. Bez zamętu w sferze wartości światopoglądowy liberalizm jest skazany na niebyt. Ludźmi można manipulować wtedy, kiedy nie wiedzą, co jest dobre, a co złe. Czują się zagubieni i nie potrafią samodzielnie myśleć. Przyjmują za prawdę to, co się im podsuwa. Człowiek odróżniający dobro od zła, nie uwierzy w to, że kradzież jest dopuszczalna, że z powodu przekonań religijnych można odebrać rodzicom dzieci, że związki tej samej płci mogą być małżeństwem. Nie pozwoli sobie też na to, aby szydzić z własnej Ojczyzny. Dlatego z prądami liberalnymi można walczyć, zaszczepiając w ludziach system wartości. Ideologia liberalna boi się tego jak diabeł święconej wody.

            W tym miejscu warto sięgnąć pamięcią do nieodległej przeszłości, aby uświadomić sobie, jak niebezpieczny jest relatywizm moralny.  Stał on u podstaw nazizmu i komunizmu, które tworzyły własną moralność, czyli różne okazjonalne zasady postępowania. W ten sposób usprawiedliwiały prowadzone działania. Owe totalitaryzmy rozmyły różnicę między dobrem i złem, i w rezultacie wyprodukowały potworów. Jednym z wyznaczników człowieczeństwa jest bowiem zdolność jasnego postrzegania granicy między dobrem i złem. Taka zdolność cechuje człowieka. Jeżeli przekracza tę granicę, odczłowiecza się, zwierzęcieje: bo to zwierzęta podkradają sobie pokarm, młode czy się zagryzają. Lecz nie czyni tego człowiek z kręgosłupem moralnym.

            Otóż dzisiaj własną moralność szerzy ideologia liberalna, lansując poprawność polityczną. Zagrożenia płynące ze strony nazizmu i komunizmu zostały już rozpoznane i potępione. Ale nie znamy jeszcze dobrze zagrożeń, jakie niesie światopoglądowy liberalizm. Z pewnością walczy on z Bogiem i tradycyjnymi wartościami. Nie wiemy jednak, co przyniesie w przyszłości. Na pewno nie należy spodziewać się niczego dobrego po ideologii, która tworzy własne, okazjonalne zasady obyczajowe i w ten sposób przewrotnie usprawiedliwia to, co naganne. Powołam się na opinię profesor socjologii kultury, Anny Pawełczyńskiej. W swej książce Głowy Hydry, poświęconej przewrotności współczesnego zła, stwierdza ona, iż zagrożenie ze strony ideologii liberalnej jest ogromne, ponieważ nazizm, komunizm oraz światopoglądowy liberalizm mają wspólny mianownik w relatywizmie moralnym.

            Co prawda ideologia liberalna nie dąży do wojny, ale nie zapewnia też pokoju. Jesteśmy stale bombardowani milionami półprawd, nieprawd czy wprost kłamstw. Świadomość przeciętnego Kowalskiego doświadcza takiej przemocy mentalnej, której nie jest on w stanie oprzeć się. Dlatego jeden uwierzył, że można kraść, a inny, że stan wojenny był czymś dobrym. W Niemczech czy Szwecji, gdzie pranie mózgów ma dłuższą historię, uwierzono z kolei, iż przekazywanie wiary dzieciom jest wywieraniem na nich agresji. We Francji zaś są przekonani, że bardziej należy chronić kobiety dopuszczające się aborcji niż te, które rodzą dzieci. Po co stosować tortury, skoro można odebrać rozum?

            Wyrodnienie europejskich demokracji dokonuje się na naszych oczach. Jest to proces o tendencji wzrostowej. Albo będziemy temu zapobiegali, albo należy spodziewać się dalszej degradacji społeczeństw. Relatywizm moralny stanowi broń masowej zagłady, ponieważ odbierając człowiekowi zdolność odróżniania dobra od zła, czyni go zdolnym do wszystkiego.  Nie wie on jasno, co jest złe, a zatem nie będzie miał oporów to czynić. Z prądami liberalnymi należy walczyć, zaszczepiając w ludziach system wartości.

Nierozróżnianie dobra i zła oddala od Boga. Trwać przy Bogu pozwala jedynie jasne nazywanie tego, co dobre i złe. Bolesne jest to, iż wielu wierzących w Boga i praktykujących chrześcijan poddaje się tak łatwo manipulowaniu przez media, bezkrytycznie przyjmując to, co one mówią. Należy zachować zdolność samodzielnego myślenia, zdolność krytycznej oceny. Wartość przekazywanych informacji można ocenić bardzo prosto: kto usprawiedliwia to, co naganne, manipuluje ludzką świadomością i będzie to czynił również w innych obszarach życia.

            Człowiek potrzebuje Prawa Bożego, aby rozumnie postępować w życiu. Będzie się oczywiście potykał, może nawet upaść, ale wiedząc, ku czemu ma dążyć, podniesie się. Kto zaś ulega światopoglądowi liberalnemu pozbawia się tej możliwości. Nie ma jasnego punktu odniesienia: rozmył różnicę między dobrem i złem, nie jest zdolny naprawić swego wyboru; będzie czynił zło i jeszcze je usprawiedliwiał. Dlatego Jezus stawiając w dzisiejszej Ewangelii większe wymagania, usiłuje uczynić nas lepszymi moralnie i tym samym zbliżyć do siebie. Środowiska zaś liberalne obniżając wymagania moralne, oddalają od Boga, ale także sprawiają, że ludzie tracą poczucie sensu moralności, wstydu, honoru, ojczyzny. Lecz takimi osobami można łatwo sterować. Poświęcą one Ojczyznę dla bycia Europejczykiem – i jeszcze będą z tego dumne.

            Drodzy w Chrystusie! „Walka Dobra i Zła nie jest naiwnym mitem, ale śmiertelnie poważną sprawą” (Jan Strzelecki). Odróżniajmy dobro od zła, abyśmy trwali przy Bogu i stali się zaczynem nowego społeczeństwa. Św. Janie Pawle II uproś swojej Ojczyźnie Ducha Odnowiciela, o którego tak gorąco zabiegałeś za ziemskiego życia!  Amen.